niedziela, 7 czerwca 2015

Powolny powrót do "normalności"?

Powiem wam, że rówieśnicy teraz wokół mnie, nie odstępujący mnie praktycznie na krok, powoli mnie zmieniają. Nie chodzi o stan anorektyczny, który zagłębił się we mnie bezpowrotnie, ale o moje uczucia. Coraz mniej myśle o samobójstwie, o samookaleczaniu się i coraz mniej płacze (poza tym, trudno jest płakać kiedy jesteś cały czas z kimś np. w pokoju lub na jadalni). Rozmawiam z dużą ilością osób i moje myśli są zajęte rozmową, a nie moimi depresyjnymi przemyśleniami. Czy to jest normalne? Pół moich myśli planuje moją śmierć, a drugie pół cieszy się życiem. Tak bardzo przyzwyczaiłam się do mojej depresji, że jak teraz pojawiły się myśli, które są szczęśliwe, czuje się jakbym miała dwa rozumy. Jeden smutny, a drugi radosny. I obydwa ne mogą się pogodzić.
Dzisiaj w pewnym stopniu zawiodłam Anę. Zjadłam dziś troche za wiele. Pomijajac to, że powinnam zrobić kolejny dzień głodówki. Ale na prawde trudno jest głodować kiedy na każdy posiłek dostajesz jedzenie, nie ważne czy jesteś głodny czy nie i jak nie chcesz jeść wszyscy na ciebie patrzą i pytają dlaczego nie jesz...

Bilans na dziś:
•kanapka z ogórkiem - około 90kcal
•obiad (1/3 zupy, połowa małego kotleta, łyżka surówki i połowa kulki ziemniaków) - około 250kcal

razem: 340kcal

Tak jak w poprzednim poście, mam nadzieje że nic więcej nie zjem.

PS Co do wczoraj, to nic już po notce nie zjadłam, także jest na razie dobrze.

Żegnajcie motylki })|({

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz