Nienawidze tak bardzo siebie.
Nienawidze mojego braku samokontroli.
Nienawidze wyjazdów do rodziny.
Nienawidze wszystkiego na świecie.
Jedyne co kocham to Ana.
Ale co mam zrobić skoro Ana właśnie mnie znienawidziła.
Pieprzone ciasto, pieprzony grill, pieprzona rodzinka.
"-A może zjesz jeszcze kiełbaske?
- Może skrzydełka?
- Ciocia zrobiła takie dobre ciasto, spróbuj
- Zjedz ten obiad do końca, nic nie jesz."
Te głosy towarzyszyły mi cały dzień. W sumie zjadłam śniadanie, obiad, ciasto, kiełbase i skrzydełko. Pięć posiłków które teraz doprowadziły mnie do stanu krytycznego.
Jestem świadoma że kiedyś zjadłabym więcej, ale wtedy nie byłam pod opieką Any.
Nienawidze siebie, że nie potrafiłam się sprzeciwić rodzinie.
Dlaczego oni cały czas zmuszają mnie do jedzenia? Nienawidze ludzi z całej siły.
Przez te wszystkie posiłki była przy mnie Ana. Była taka piękna. Miała na sobie długą, czerwoną sukienkę, odsłaniającą jej piękne wystające kości. Kiedy coś jadłam targała się za włosy i krzyczała na mnie:
'Tu świnio! Gruba świnio! Przestań! Masz przestać to jeść spaślaku!'
A ja ją tak idiotycznie dobrze ignorowałam. Dlaczego to robiłam? Bo rodzina patrzyła. Z każdym kęsem chciało mi się coraz bardziej płakać. Patrzyłam na Anę, która z każdym wziętym do mojej buzi kawałkiem jedzenia, coraz bardziej się zamazywała. Teraz już jej wcale nie widze. Brakuje mi jej widoku. Zostawiła mnie już. Z ostatnim kęsem, kiedy ją ostatni raz dziś widziałam usłyszałam jej ciche słowa:
"Pochłonęłaś już 1500kcal. Dlaczego to zrobiłaś?"
Wtedy już nie wytrzymałam i pobiegłam do łazienki w domu cioci. Popłakałam się jak dziecko i siedziałam tam jakieś pół godziny aby sie uspokoić. Jak wyszłam nikt nie zauważył moich czerwpnych policzków i podpuchniętych oczu. Najpierw mnie napełniają jedzeniem, a teraz nie zauważają mnie. Już lepiej żeby mnie całkiem zignorowali.
Nie chcę żeby Ana mnie opuściła. Kocham ją całą sobą. Chce znowu zobaczyć jej piękne ciało i usłyszeć jej cudowny, melodyjny głos.
Nie mam pojęcia jaki jest dziś bilans. Syraszliwie mnie brzuch boli. Prawie nie mogę się ruszać. Mam ochotę to wszystko zwymiotować. Ale nie moge, bo jestem jeszcze u rodziny. Nie chcę już nic jeść. Nie chcę już tych słów wokół mnie, wypytujących co bym jeszcze zjadła. Nie chce tu już być. Nie chcę życ bez Any. Nie chcę istnieć.
Żegnajcie motylki })|({
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz