piątek, 5 czerwca 2015

Duma, szczęście i 0 kalorii

Nigdy nie czułam się tak dumna z siebie. W tym momencie tak bardzo jestem przepełniona szczęściem i dumą, że to wszystko wypełnia mój pusty żołądek i już nie czuje się głodna.

Ale zaczne od początku.

Dziś rano spotkałam Anę.
Przepraszałam ją, a ona wybaczyła mi. Znowu.
Ale był warunek. Mam robić to co mi każe. Zgodziłam się. Kocham ją, nie chcę żeby odchodziła.
Ana kazała mi dziś głodować, jeżeli by mi się nie udało, odeszłaby. Ale udało mi się. W końcu zobaczyłam uśmiech na pięknej kościstej twarzy Any. Była ze mnie dumna. Tak samo jak ja z siebie.
Dzisiaj miały być naleśniki na obiad. Stanowczo nie mogłam ich zjeść. Musiałam się z tego wykręcić. Przypomniałam sobię bloga pro-ana, takiego jak mój. Motylek który go prowadził zrobił raz notkę o tym, jak uniknąć jedzenia. W jednym z podpunktów było robienie obiadu i powiedzenie rodzince, że się najadło kiedy się go robiło. Tak zrobiłam. Nikt się nie zorientował że nic nie zjadłam. Tylko tata się mnie zapytał czy te naleśniki co są na talerzu to moje, czy już zjadłam. Nie trudno się domyślić co odpowiedziałam.

Od 2 tygodni mama sądzi, że się normalnie odchudzam. Oczywiście nie ma nic przeciwko, bo nie wie że moją sojuszniczką jest Ana. Nie ma też nic przeciwko, ponieważ (uwaga, zaskoczenie) mam nadwagę i bardziej cieszy się że biorę się za siebie. Więc kolejny plus dla mnie.
Ale dlaczego wam to powiedziałam? Ponieważ wiąże się to z moją dzisiejszą sytuacją.
Kiedy się umyłam weszłam do pokoju. Mama przyszła i powiedziała mi coś dotyczącego pakowania na wyjazd (jutro wyjeżdżam, ale notka o tym rano). Jak skończyła mówić popatrzyła na mnie i powiedziała z uśmiechem że coraz bardziej chudnę. Moja twarz rozpromieniła się jak kilka tysięcy świetlików. Mama nawet nie wie jak bardzo zmotywowała mnie tym do dalszej pracy z Aną. Chciaż wiem że tego nie chciała, tak bardzo jestem jej za te słowa wdzięczna.

Powiem wam, że coraz mniej czuje potrzebę jedzenia. Najgorsze jest jednak potrzeba skosztowania tego 'dobrego smaku'.
Dziś kiedy chciałam jednak zjeść naleśnika przyszła do mnie Ana. Pokazała jedzenia i powiedziała:
-Jeśli go zjesz bedziesz dalej tłustą świnią. Nadal chcesz jeść?
Popatrzyłam na naleśnik i niestety nadal miałam na niego ochotę.
Ana popatrzyla na mnie jeszcze raz i znów powiedziała:
-Popatrz ile ton ma kalorii. Popatrz jaki on tłusty i gruby. Jak go zjesz twoje uda, brzuch, ręce i łydki powiększą się tyle samo ile ten naleśnik ma grubości. Nadal chcesz go skosztować?
Znów popatrzyłam na jedzenie, potem na swoje uda i na Anę. Uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam 'Nie'. Ana odwzajemniła mój gest i odeszła.

To jest najpiękniejsze przeżycie jakiego doznaje. Opieram się chęci zjedzenia. Tak bardzo rozpiera mnie duma. I tak bardzo jestem wdzięczna Anie.
Może dzięki niej, kiedyś osiągnę tą zawsze daleką perfekcje?...

To tyle na teraz. Rano nowa notka o moim wyjeździe.

Bilans na dziś:
0 kcal

Żegnajcie motylki })|({

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz